HEY - „Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!” QL Music, 2009
O zawartości muzycznej nowej płyty Heya dużo mówi samo jej opakowanie, które tak samo jak utwory na albumie jest bardzo oszczędne w formie. Okładka budzi skojarzenia z czymś nowoczesnym i chociaż alfabet Morse'a został wymyślony w XIX wieku to przedstawiony w takiej konwencji prezentuje się bardzo świeżo i z pewnością pasuje to do nowego albumu Heya.
Szczerze przyznam, że choć kiedyś uważałem się za fana tego zespołu i jego poczynania śledziłem na bieżąco by móc sobie wyobrazić z czym to wyskoczą na kolejnym albumie, to tym razem o premierze dowiedziałem się zupełnie przypadkiem i wystarczyło mi tylko pójść do sklepu po tą płytę i przyjąć ją na klatę.
Jako, że nie byłem przygotowany na taką radykalną zmianę stylu pierwsze przesłuchania związane były z ogromnym zdziwieniem. Co prawda słyszałem, że to ma być takie rejdjohedowe granie, ale myślałem, że to tylko takie gadanie. Oszczędność w formie sprawiła, że w mojej pamięci trwały ślad pozostawiły tylko trzy utwory: „Faza Delta”, „Chiński Urzędnik Państwowy” oraz singlowy „Kto tam? Kto jest w środku?”
Na szczęście dziewiąty album formacji Hey nie jest słabym, nudnym materiałem tak jak to myślałem na początku (ta recenzja miała być pesymistyczna). Z pewnością wymaga kilkunastu przesłuchań, dopiero wtedy odkrywa przed nami swoje pełne oblicze. Można powiedzieć, że płyta ta zawiera w sobie pewien paradoks, będąc jednocześnie prosta w swej formie i ogromnie trudna w odbiorze. Wydaje mi się, że przy braku cierpliwości, zaufania do zespołu oraz otwarcia na przeróżne horyzonty muzyczne można się do tej płyty łatwo zrazić i odstawić ją w kąt.
Po nowym albumie słychać jak dużo do powiedzenia przy tworzeniu kompozycji miała Kasia Nosowska. Cieszy fakt, że zespół który ma już ponad 15 lat kariery za sobą potrafi dokonać kolejnej rewolucji brzmieniowej i konkurować z zespołami, które dopiero zaczynają stawiać pierwsze kroki.
Jeśli ktoś jeszcze nie kupił tego albumu i zastanawia się czy wybrać wersję droższą (niewiele droższą) z płytą Dvd to ja osobie takiej polecam wydanie dodatkowych pieniędzy, gdyż film zawarty na dodatkowej płycie w bardzo ciekawy sposób przedstawia proces powstawania płyty
Stempel
PS. W momencie zakupu płyty nie zastanawiajcie się nad wyborem koloru pasków i kropek na okładce. Nie popełniajcie mojego błędu =]
The Complainer & The Complainers - relacja z koncertu w Krakowie (Łódź Kaliska)
Piątkowy wieczór był dla mnie klubową inauguracją koncertowego sezonu jesień/zima 2009/2010. The Complainer & The Complainers – to oni w tym roku rozpoczynali moje klubowe zmagania z muzyką na żywo. Pierwszą styczność z nimi miałem dosyć niedawno, w sierpniu podczas OFF Festivalu. Wydawali się bardzo sympatyczni, a i ich muzyka nie była banalna i schematyczna jak setek innych zespołów. Sama Łódź Kaliska w Krakowie jest dosyć specyficznym klubem. Wszędzie lustra.. nawet w toalecie lustra weneckie. Sala koncertowa… a raczej salka.. malutkich rozmiarów. Jej plusem jest klimatyzacja! =] Piwo za 7zł… tak więc tą kwestię przemilczę.
Koncert zaczął się chwilę po 21 i trwał +/- godzinę. Na salce było może… 40 osób, na pewno nie więcej. Ludzie w większości siedzieli na krzesłach ustawionych wzdłuż ściany… Nieliczni odważyli się stanąć naprzeciw Complainersów, mimo to między nimi, a sceną było dobre 3 metry odstępy co zaowocowało później. Wśród zespołu nie było Asi, gdyż jest ona na urlopie macierzyńskim, ale godnie zastąpiła ją młoda Asia, 17 latka grała partie na akustyku i momentami śpiewała kwestie młodej mamy =] Zagrali większość utworów z płyty „Power! Joy! Happiness! Fame!” i kilka nowych utworów. Jak zwykle ich aranżacje były niesamowite, pełne energii… pozytywnej. Kilkukrotne nawoływanie do podejścia publiczności bliżej nic nie dało… tak więc zespół na bisy wyszedł do publiczności i śpiewał między nimi. Na wyróżnienie zasługują również wizualizacje robione przez Marcina za pomocą kartkę papieru, taśmy klejącej, pisaków… kolorowych folii, dziurkaczy itp. i wyświetlane przez projektor na ścianie klubu. Mimo, że momentami było słabo widać to i tak brawa za to się należą.
Start koncertów klubowych mogę uznać za udany. Kiedy następne? Już w najbliższą sobotę w klubie Zaczek 4 zespoły. Ladislav, Let The Boy Decide, 3Moonboys i Cool Kids of Death!! Będzie się działo! Studencki w przedsprzedaży tylko 10zł, więc namawiajcie znajomych I na koncert!
Wilku
Swietne recenzja, miałam podobne odczucia, ale zaufałam zespołowi i zakochałam sie z płycie bez pamięci :DD Liryka Nosowskiej jest REWELACYJNA :D
OdpowiedzUsuńmała
Moje uczucia co do nowej płyty zgadzają się z odczuciami Stempla co do litery. Na początku nie byłam przekonana, ale parokrotne przesłuchanie pozwoliło mi spojrzeć inaczej - na słowa jak i na dźwięki. Kolejnym pozytywnym muzycznym zaskoczeniem jest dla mnie reaktywacja Skunk Anansie :) "Because of you" - max. Słyszałam też pogłoski, że Led Zeppelin mają się znowu łączyć, ale Plant kręci nosem.
OdpowiedzUsuńCo do zaskoczenia o charakterze pejoratywnym - projekt Chylińskiej, "Modern rocking", gdzie "rocking" niestety tylko w nazwie. Wkurza mnie tylko, że łatwo wpada w ucho, bo potem chodzi za mną cały dzień ;P
Ingenue
Pierwsze odluchanie - pierwsza mysl - Nosowska ? Czyzbym plyty pomylila ?
OdpowiedzUsuńJednak z kazdym kolejnym bylo coraz lepiej. A teraz coz moge powiedziec ? Rewelacja !
Moimi faworytami na plycie sa te same utwory ktore wymienil Stempel (niesamowite ;P) Moglabym jeszcze dodac kawalek "Nie wiecej".
A co do samej recenzji - bardzo przyjemna, dobrze sie czyta :)
Pozdrawiam :)
Lacrima
dobre filmy/albumy po prawej a i pod treścią podpisuję się obiema ręcami. oby tak dalej :)
OdpowiedzUsuńpanibe
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń