Niedziela… Dzień, w którym się nie powinno pracować. Nie-dziela.. nie ma dzieła. Tyle zapamiętałem z dzisiejszego wykładu zanim wyszedłem… Niedziela jednak oprócz dnia wolnego jest również dniem świętym, a przynajmniej wiele osób tak uważa. Nie chciałbym kwestionować tej świętości, wolałbym skupić się na lekko innym aspekcie tego dnia. Mianowicie na monotonni i nudzie mszy świętej.
Na drzwiach naszej zacnej uczelni widnieje plakat, który grubymi, czarnymi literami pyta nas „Co zrobić aby msza święta nie była nudna?” Jeżeli katolicka uczelnia sama zadaje takie oto pytanie to znak, że z tą całą mszą nie jest najlepiej. Czyżby nikt już nie stał na straży niedzielnych nabożeństw? Nie będę ukrywał, że od małego niedziela kojarzyła mi się głównie z trzema rzeczami: Power Rangers, schabowy + rosół i oczywiście msza. Chodziło się tam bo WYPADA, bo TRZEBA BYŁO. Już wtedy mi coś nie pasowało. Wpajanie na silę walorów chrześcijańskich… czułem, że robione jest to wbrew mojej woli. Mimo to chodziłem.. od czasu do czasu… a to sensu nie miało. Nie zaciekawiło mnie. Może dlatego, że wszystko było monotonne… szare… Wszystko sprawiało wrażenie, że bycie tam ma być karą czy cierpieniem za nasze własne grzechy. Chyba nie o to chodzi. Dlatego skończyłem z praktykowaniem. (były też inne powody ale to może w jakimś następnym wpisie) Jak można by ją uatrakcyjnić? Chyba w naszych polskich realiach i zwyczajach uatrakcyjnianie mszy jest mało możliwe. Gospel? Tańczący księża? Raczej nie… Jedyne rozwiązanie to dosypać czegoś do tego całego kadzidełka.
P.S Pustki & A. Rojek – „Nieodwaga” - ubóstwiam!
P.S.2 Do koncertowego maratonu Myslovitz zostało półtora tygodnia!! Wadowice – Kraków – Kraków – Wolbrom!
Wilku
Pierwsza myśl jaka mi się nasunęła gdy przeczytałem plakat z bardzo poważnym pytaniem „Co zrobić aby msza święta nie była nudna?” - „Nie robić jej wcale”. Od razu na wstępie przyznam, że nie jestem zwolennikiem instytucji Kościoła i staram się jej unikać jak diabeł wody święconej. Jednak zdarza mi się chodzić. Tak jak Wilku zaznaczył robię to dla spokoju, bo wiem, że tak wypada. Oportunista ze mnie. Dzięki temu, że chodzę jeszcze to wiem jak taka msza wygląda. Jest to typowe odklepywanie regułek, które potem tak zapadają w pamięć, że momentami mnie osobiście zdarza się wypowiadać słowa księdza, gdy jakiś ciąg słów skojarzy mi się formułą używaną podczas prowadzenia mszy. Przez ostatnie kilka miesięcy kiedy w moim życiu nastąpił regres i znów zacząłem się pojawiać w Kościele zauważyłem ogromną monotonie. Masa ludzi, która odprawia jakąś mantrę. Wsłuchajcie się kiedyś w to jak zgromadzeni w Kościele mówią (prawie) równocześnie np. Wierzę w Boga. Jest to strasznie otępiające jeśli się z tego wyłączy i tylko posłucha. Według mnie msze są zbyt długie, zbyt sformalizowane. Żałuje, że nie ma formy dialogu pomiędzy obozem za ołtarzem i przybyszami. Może ktoś zadałby ciekawe pytanie wpływając tym samym na tok mszy. Może ktoś chciałby rozwiać swoje wątpliwości pytając o coś konkretnego a nie słuchać jedynie tego co tamta strona ma zawsze do zaoferowania. Przypatrywałem się mszom ostatnio. Gdyby nie kazania, które czasem dzięki klapkom założonym na oczy księży klapkom i jakiś ciężkich do zdefiniowania ugniataczy mózgu, potrafią być wręcz komiczne. Czasem można nie używając żadnego czaso-przestrzennego-super-transportera przenieść się do średniowiecza i dowiedzieć się, że człowiek powinien umartwiać się nad sobą, dawać ofiarę i żyć jakoś godnie, bo szmatan się czai na każdym kroku.
Co zatem ja bym zaproponował gdybym miał coś do gadania w tej kwestii:
- aha, odradzam chodzenia dla odmiany na czarne msze, nie ma sensu popadać ze skrajności w skrajność
- proponuje bardziej skupiać się na kazaniach, a resztę formalną mszy ograniczyć do rytuałów typu Komunia święta
- Muzyka. W każdym mieście jest masa muzyków. Zawsze znajdzie się szansa na to by uatrakcyjnić mszę pieśnią świeżą, wykonaną w fajny sposób. Nie tylko na organach można grać
- wprowadzić oddzielne msze dla młodych ludzi i dostosowywać kazania do ich potrzeb i problemów (bez zbędnego moralizatorstwa)
- hmm chyba na te chwilę moje pomysły się wyczerpują.
Wygląda na to, że ciężko będzie cokolwiek zrobić z tym fantem. Poza tym jeśli ktoś wpadnie na rewolucyjny pomysł to można się spodziewać oporów ludzi przyzwyczajonych do tradycyjnej formy.
Jak już miałbym gdzieś chodzić, mając nadzieję na ciekawe doznania to wybrałbym się do Dominikanów. Luzacy są z nich.
Stempel
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńFilmu niestety nie widziałem, ale piosenkę znam, lubię i częstgo słucham. Bardzo ładna :)
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńMsze Święte są zaje***** !!!
OdpowiedzUsuńzajrzyjcie do Dominikanów na Msze studenckie, moim zdaniem spełnia większość Twoich postulatów drogi Stemplu:)
OdpowiedzUsuńSwoją drogą ciekawi mnie Msza Elektroniczna na Festiwalu Muzyki Polskiej (chyba dzisiaj jest)
Pozdro
U Dominikanów zawsze jest ciekawie, a nie dosypują :p. Poza tym byłam parę razy w życiu na Mszy Sw. w Niemczech w małym kościele polskim- był dialog, były żarty, ale było i poważnie, problemy, pytania, odpowiedzi. Ale co tydzień nie dam rady dojeżdżać ;p będąc w tradycyjnych kościołach najczęściej mam wrażenie, że ksiądz i tak sam nie wierzy w to, co mówi.
OdpowiedzUsuńIngenue
51 year-old Dental Hygienist Isahella Nye, hailing from Drumheller enjoys watching movies like Body of War and Paintball. Took a trip to Kathmandu Valley and drives a Ferrari 250 GT Series I Cabriolet. zerknij na strone internetowa
OdpowiedzUsuń